27 listopada 2014

Pianka samoopalająca Vita Liberata pHenomenal + efekt!


























Produkty Vita Liberata przyciągały mój wzrok w Sephorze, a że karnacja po dawno zapomnianym lecie znów zbladła, czas było coś z tym zrobić! Apetycznie wyglądające ciało to podstawa, a nie przepadam za moim naturalnym odcieniem skóry, jest bardzo blady. Dzięki Wam niebiosa za piankę z Vita Liberata pHenomenal, która jest dosłownie słońcem w butelce! Będę piać z zachwytu, bo dech mi zaparło już po pierwszym użyciu, więc nie liczcie w tym poście na jakiekolwiek narzekania ;) 


























Tak rewelacyjnego produktu do opalania jeszcze nie miałam. Zazwyczaj żałowałam sobie na samoopalacz i sporadycznie kupowałam chusteczki samoopalające w Rossmanie lub samoopalacz z SunOzon. Efekt co prawda był, ale po pierwsze krótkotrwały, a po drugie nie do końca naturalny. Czy opalenizna z pianką Vita Liberata jest inna? Tak, jest inna - nazwałabym to wyższym poziomem opalania ;) Produkt za 175 zł musi powalać i to robi - zarówno składem jak i efektem.


Czym różni się od drogeryjnych samoopalaczy i dlaczego warto po niego sięgnąć ?

EFEKT NATURALNEJ OPALENIZNY 
to jest naprawdę brąz jaki przywozimy z wakacji. Zero pomarańczu czy  żółtych tonów. Po aplikacji stajemy się brązowe w dobrym tego słowa znaczeniu. Już po jednej aplikacji można przyciemnić skórę o kilka tonów. Jak widzicie poniżej moja niezbyt apetyczna, biała ręka w kilka sekund zmieniła się w brązową :)


PROSTA APLIKACJA 
 do pianki w zestawie można dokupić rękawicę dzięki której aplikacja jest bardzo wygodna. Rękawica jest z gąbki na którą wyciskamy kilka pompek pianki i okrężnymi ruchami wsmarowujemy w skórę.



 TRWAŁY I  NATYCHMIASTOWY EFEKT  BEZ SMUG
w przypadku zwykłego samoopalacza musimy czekać kilka godzin na pojawienie się efektów. Tu efekt jest natychmiastowy. Pianka ma ciemnobrązowy kolor- ale niech nie przerazi Was jej bardzo ciemny odcień po wyciśnięciu z buteleczki. Podczas rozsmarowywania na skórze prezentuje się o wiele jaśniej. Dzięki temu, że ma kolor od razu widać też czy nie pominęłyśmy jakiegoś miejsca lub nie utworzyła się smuga. Producent obiecuje trwałość koloru od 2 do 3 tygodni jeżeli aplikację powtórzymy 3 razy w kilkugodzinnych odstępach. Ja swoją opaleniznę poprawiałam 2 razy i jestem cały czas brązowa od 2 tygodni co jest jak dla mnie niesamowitą wygodą. Jednak 3- tygodniowa trwałość będzie trudna do osiągnięcia bez powtórek w ciągu tego okresu. 



Pianka na ciele wysycha niesamowicie szybko, wystarczy ok. 2-3 minuty i można wskakiwać w ubranie. Jest to i plus i minus, bo czasu na poprawki za wiele nie mamy, najlepiej smarować całe ciało przed lustrem by mieć ogląd sytuacji :) Nie nosiłam jeszcze co prawda białej koszuli odkąd używam pianki, ale mogę powiedzieć, że praktycznie nie pozostawia śladów na ubraniach. Nie ma się co czarować, że ubrania, które są najbliżej ciała, np. biustonosz pozostaną jednak nietknięte, jest na nich brązowy ślad, ale taka uroda samoopalacza, na to rady nie ma. Trzeba też pamiętać by nie aplikować pianki gołymi rękami, bo ich domycie będzie graniczyło z cudem. Najlepiej używać oryginalnej rękawicy Vita Liberata (29zł) lub też innych rękawiczek, np. gumowych, a dłonie posmarować odrobiną na samym końcu po zewnętrznej stronie. Rękawicę Vita Liberata myję po każdym użyciu wodą z mydłem i pozostawiam do wysuszenia.


Co ciekawe wyczytałam zarówno na opakowaniu jak i  na innych blogach, że pianka nie ma zapachu. Czy tak faktycznie jest? Przy aplikacji czuć lekką woń ... no właśnie czego? Sama nie wiem, roślinno - cukrową? Nie jest to zapach ani przyjemny, ani nieprzyjemny -  neutralny i szybko się ulatnia. Co zatem ze swądkiem, który pojawia się zazwyczaj po kilkunastu minutach od aplikacji, kiedy skóra zaczyna reagować z samoopalaczem? Nie pozbędziemy się go niestety do końca, czuć woń samoopalacza, ale jest nieco mniej uciążliwa niż przy drogeryjnych odpowiednikach. Ja praktykuję nakładanie pianki wieczorem, a rano obfity prysznic, by zmyć nadmiar koloru (woda jest naprawdę brązowa przy pierwszej kąpieli).



Samoopalacz wyróżnia też zawartość organicznych składników i wyciągów roślinnych oraz brak parabenów i alkoholu w składzie. Generalnie lista składników jest dosyć przyjazna i naładowana naturalnymi dodatkami. Już na pierwszym miejscu w składzie jest woda z liści aloesu, mamy też ekstrakt z ogórka czy papaję. Polecam każdej z Was, która chce odkryć nową jakość opalania w domu :) Naprawdę ciężko jest porównać tą piankę do wszystkiego, czego dotychczas używałam. To po prostu taka odrobina luksusu i muśnięcia słońcem bez solarium czy wakacji. Piankę możecie nabyć w drogeriach Sephora.

A czy Wy lubicie musnąć się opalenizną podczas zimy? Czy opalone ciało jest dla Was ważne?
Znacie lub używacie produkty Vita Liberata?

28 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. efekt powalił mnie już przy pierwszy użyciu :)

      Usuń
  2. Mam i polubiłam już po pierwszym użyciu. Tak jak piszesz zapaszek jest ale bardzo delikatny, ulatnia się z czasem a nie rozwija tak jak to mają w zwyczaju inne samoopalacze które używałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie jest całkiem bezzapachowo, ale da się wytrzymać :) Dla takiego efektu ... :)!

      Usuń
  3. Nigdy nie używałam samoopalacza ;) Chodzę taka biała, nie opalam się, bo słońce wyjątkowo źle na mnie działa i nie brakuje mi tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem właśnie ciekawa czy większość z Was woli naturalny kolor skóry, jak biała by ona nie była, czy też woli trochę pomóc naturze ;) Ja chyba wolę jednak kapkę samoopalacza zimą :)

      Usuń
  4. fajny efekt! chociaż ja nie lubię samoopalaczy

    OdpowiedzUsuń
  5. Efekt jest super, ja (wiem, że nie powinnam :D) lubię się jednak wygrzewać na słoneczku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładny i długotrwały efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę przyznać, że zainteresowałaś mnie tą pianką. Nigdy nie byłam przekonana do samoopalaczy, zawsze twierdziłam, że nie potrafię się nimi wysmarować. A Twój post naprawdę dał mi do myślenia :) Efekt super :) Naprawdę mega naturalny efekt końcowy i ta trwałość, chyba produkt wart swojej, dość wysokiej ceny :) P.S. Wracam już do blogowania na dniach, kończę ogarniać swoje sprawy i będę już bywać regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ale świetnie wygląda, lubię takie kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też, wręcz kocham takie rozwiązania, które dają mi komfort na długo :)

      Usuń
  9. Efekt przepiękny :D Coś dla mnie, czyli dla osób, które opalać się nie mogą :P Ja chyba jednak wolę tą naturalną bladość :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że niektóre dziewczyny lubią bladą skórę i im to pasuje :) Ja nie bardzo przepadam za sobą-bladziochem :(

      Usuń
  10. Efekt jest świetny, jak po wakacjach. Ja jednak nigdy nie korzystam z takich preparatów ponieważ obawiam sie plam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola tu to ryzyko ograniczone jest do minimum, bo pianka ma kolor i widać gdzie i jak ją rozsmarowujesz, to jest własnie w tym samoopalaczu duży plus :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Agata, rozumiem - faktycznie samoopalacz jest dość drogi, ale zapewniam Cię, że to jest zupełnie inny poziom opalania :)

      Usuń
  12. Fajny sposób na opaleniznę zimą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam pianki samoopalizujące, moja ulubiona to z Lirene :) ta daje bardzo mocny efekt

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdzieś już czytałam o tym kosmetyku :) śliczny daje efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  15. efekt super! chociaż sama jakos bym się nie odważyła..

    OdpowiedzUsuń
  16. taki samoopalacz to nawet ja bym przygarnęła :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Efekt rewelacja, jako że nie przepadam za solarium i ostatnio za opalaniem na naturalnym słońcu z chęcią przygarnę takie cudeńko co tak szybko "opala". Musze się zainteresować tematem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaintrygowałaś mnie ! Muszę koniecznie zmierzyć się z tematem ! Pozdrawiam -M.

    OdpowiedzUsuń
  19. wow takiego efektu się nie spodziewałam :) ja wcieram i wcieram soraya i nic :/

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz - staram odwiedzać się każdego komentującego, tak aby poznać również Wasze blogi:)

Proszę o niewklejanie linków do swoich blogów w komentarzach.

Na pytania odpowiadam pod tym samym postem.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...